RODOszaleństwo trwa w najlepsze. Czasem przeradza się w RODOpanikę, a czasem w RODOpowątpiewanie. Tak, naprzeciwko tych, którzy od wielu miesięcy straszą nas RODO stoją bowiem Ci, którzy uważają, że RODO ich w ogóle nie dotyczy. Co więcej, najczęściej uważają oni, że w ogóle nie dotyczy ich ochrona danych osobowych.

Branża gastronomiczna jest szczególnie podatna na nadużycia podatkowe – taki stan rzeczy ujawniają kontrole przeprowadzane przez organy podatkowe. Jedną z nieuczciwych praktyk przedsiębiorców jest wydawanie tzw. rachunku lub paragonu kelnerskiego zamiast paragonu fiskalnego. Sprawdź, co na ten temat mówią obowiązujące przepisy i co grozi za niedostosowanie się do wymogów ustawodawcy. Każdego roku polscy przedsiębiorcy otwierają wiele nowych lokali gastronomicznych. Ta popularna forma działalności cieszy się powodzeniem szczególnie w sezonie turystycznym. Podatnicy rozpoczynający świadczenie usług związanych z wyżywieniem muszą jednak pamiętać o formalnościach – jedną z nich jest wprowadzenie w lokalu kasy fiskalnej jeszcze przed wykonaniem pierwszej usługi z § 4 ust. 1 pkt 2 lit. i rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 16 grudnia 2016 r. w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących (Dz. U. z 2016 r. poz. 2177), usługi związane z wyżywieniem świadczone przez stacjonarne placówki gastronomiczne (w tym również sezonowo) oraz usługi przygotowywania żywności dla odbiorców zewnętrznych (catering) muszą być bezwzględnie ewidencjonowane za pomocą kasy. Podatnik nie może w tym względzie korzystać ze zwolnienia podmiotowego z kas, niezależnie od wysokości obrotu. Kasę fiskalną musi stosować już od pierwszej kelnerskie vs. paragony fiskalneNa oficjalnej stronie internetowej Ministerstwa Finansów pojawiło się ostrzeżenie przed konsekwencjami wydawania tzw. rachunków lub paragonów kelnerskich zamiast paragonów z § 6 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 15 marca 2013 r. w sprawie kas rejestrujących (Dz. U. z 2013 r. poz. 363), obowiązkiem sprzedawcy jest wydanie paragonu fiskalnego każdej osobie fizycznej nieprowadzącej działalności gospodarczej lub rolnikowi ryczałtowemu nabywającym towar lub korzystającym z usługi. Dokument taki musi zawierać oznaczenie „paragon fiskalny” i zostać wydrukowany z kasy niektórych placówkach gastronomicznych powszechna stała się praktyka wydawania konsumentom paragonów kelnerskich lub rachunków – mogą być one wydrukiem lub przybrać formę odręcznie wypisanego dokumentu, na przykład na bloczku oznaczonym jako „rachunek dla konsumenta”, „paragon”, „dowód sprzedaży” czy „pokwitowanie wpłaty”. Oczywiście w wydaniu takiego dokumentu nie ma nic niezgodnego z przepisami, o ile w ślad za nim idzie wydrukowany z kasy paragon rachunków czy paragonów kelnerskich zamiast paragonów fiskalnych w większości przypadków świadczy o tym, że właściciel lokalu gastronomicznego nie rejestruje takiej transakcji na kasie i nie odprowadza należnego podatku ze sprzedaży. To z kolei przyczynia się do pogłębienia szarej strefy i szkodzi całej gospodarce. Co więcej, przedsiębiorcy często zmuszają swoich pracowników do stosowania takich nieuczciwych praktyk. Należy pamiętać, iż w razie kontroli kelnerzy i kasjerzy również ponoszą odpowiedzialność za dokonanie sprzedaży z pominięciem urządzenia za niewydanie paragonu fiskalnegoMinisterstwo finansów przypomniało, iż brak paragonu fiskalnego lub dokonanie sprzedaży z pominięciem kasy fiskalnej grozi karą grzywny za wykroczenie skarbowe od 200 do nawet zł. Choć bezpośrednio to kasjer lub kelner jest odpowiedzialny za takie działanie, konsekwencje poniesie przede wszystkim właściciel lokalu gastronomicznego, a także kierownik zmiany, jeśli w firmie pracuje taka gastronomiczna przez organy podatkowe została zidentyfikowana jako branża szczególnie wysokiego ryzyka nadużyć podatkowych. Jak podał resort finansów w kolejnym z komunikatów, kontrolerzy w centrum Warszawy w ciągu zaledwie jednego dnia wymierzyli grzywny o łącznej wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych. W związku z takim stanem rzeczy zapowiedziano dalsze wzmożone kontrole w branży gastronomicznej, szczególnie w ośrodkach skupiających życie fiskalny bez żądania klientaWarto w tym miejscu przypomnieć, iż zgodnie z obowiązującymi przepisami wydanie paragonu fiskalnego dokumentującego usługę związaną z wyżywieniem jest obowiązkiem sprzedawcy niezależnie od tego, czy klient wyraża takie życzenie, czy nie. W przypadku usług gastronomicznych wymóg ten zostaje spełniony w szczególności poprzez przyniesienie gościowi paragonu do stolika, przy którym spodziewać się, iż dopóki w branży gastronomicznej wykrywane będą nadużycia, dopóty przedsiębiorcy muszą spodziewać się częstych kontroli. Warto więc dbać o rzetelne dopełnianie wszystkich obowiązków w tym też: Raporty dobowe i miesięczne z kasy fiskalnej – kiedy drukować?

Szkolenia i kursy gastronomiczne dla pracowników i kandydatów na pracowników lokali. Jeśli jesteś właścicielem możesz zafundować swoim pracownikom przeszkolenie, aby podnieść jakość oferowanych usług. Jeśli jesteś pracownikiem, możesz na szkoleniu podnieść swoje kwalifikacje.
Coraz więcej restauracji "zatrudnia" roboty jako kelnerów. Brak rąk do pracy w gastronomii 28 listopada 2021, 12:00. 2 min czytania Branża gastronomiczna bardzo boleśnie odczuła rzeczywistość 2020 r. Mimo że kilkanaście miesięcy później restauracje mogą w miarę normalnie funkcjonować, to wielu restauratorom brakuje rąk do pracy. Jednym z rozwiązań tego problemu są roboty-kelnerzy. Robokelnerzy nie potrafią jeszcze postawić talerza z jedzeniem na stoliku. Z drugiej strony jedna taka maszyna jest w stanie przewieźć jednocześnie nawet 10 talerzy. | Foto: American Robotech Inc. / Restauracje, którym brakuje kelnerów, coraz częściej zwracają się ku nowej technologii, ułatwiającej podawanie posiłków Amerykańska firma Robotech oferuje cztery rodzaje robotów-kelnerów, których cena sięga 17,8 tys. dol. Zamieszczone w artykule filmy pokazują jak roboty-kelnerzy dostarczają posiłki, sprzątają stoły czy doprowadzają klientów na miejsce Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Amerykańskim restauratorom coraz ciężej znaleźć pracowników. W związku z tym trendem rośnie liczba punktów gastronomicznych, które decydują się na wdrożenie rozwiązań umożliwiających automatyzację procesów. W ostatnim czasie rekordowa liczba Amerykanów zrezygnowała z pracy w poszukiwaniu zatrudnienia oferującego lepsze warunki, wyższe pensje oraz więcej benefitów. W efekcie na rynku pracy obserwuje się niedobór siły roboczej, co w szczególności dotyka branżę gastronomiczną. Rosnące koszty zatrudnienia powodują, że coraz więcej restauracji skraca godziny funkcjonowania oraz ogranicza przestrzeń przeznaczoną dla klientów. Część restauratorów podkreśla, że tempo obsługi gości spadło, ponieważ wiele osób pracujących w gastronomi jest przemęczonych. W odpowiedzi na problemy kadrowe część właścicieli knajp zdecydowała się na podwyżkę pensji lub oferuje szereg innych benefitów. Inni restauratorzy postanawiają wdrożyć rozwiązania umożliwiające automatyzację niektórych elementów funkcjonowania restauracji, dostarczania posiłków do stolika. Czytaj także w BUSINESS INSIDER Wsparcie dla obsługi Założona w Stanach Zjednoczonych firma American Robotech produkuje cztery rodzaje robotów pełniących funkcję kelnerów, zajmujących się zmywaniem naczyń, doprowadzających klientów do stolików, a nawet śpiewających "sto lat". Najmniejszy z robotów, KettyBot, kosztuje 10,8 tys. dol., z kolei największa oferowana przez firmę maszyna to wydatek 17,8 tys. dol. | American Robotech Firma została założona na początku 2021 r., wspomina z rozmowie z Insiderem prezes American Robotech Jackie Chen. Rozpoczęcie funkcjonowania start-upu zbiegło się ze spadkiem liczby pracowników branży gastronomicznej. Jednym z klientów firmy jest La Duni, latynoamerykańska restauracja znajdująca się w mieście Dallas. Lokal wynajmuje cztery roboty opracowane przez American Robotech. Koszt takiej usługi wynosi 15 dol. dziennie za jednego robota. Właściciel restauracji Espartaco Borg przyznał w rozmowie z dziennikarzami CNN, że roboty były "oczywistym" rozwiązaniem umożliwiającym odciążenie przepracowanych pracowników restauracji. Główną przyczyną pojawienia się robotów w knajpach jest brak rąk do pracy w gastronomii - tłumaczy Chen. Część punktów gastronomicznych decyduje się na taki krok, ponieważ chcą w ten sposób wyróżnić się na tle konkurencji. Prezes American Robotics wskazuje jednak, że "roboty nie będą w stanie zastąpić ludzi". Zdaniem Chena ich rola będzie polegała na realizacji powtarzalnych czynności, które obsługa restauracji wykonuje kilkaset razy na dzień. Automatyzacja procesów pozwoli także na ich sprawniejsze przeprowadzanie, dodaje Chen. Zobacz także : Restauratorzy zaczynają zatrudniać roboty zamiast ludzi, bo te nie domagają się podwyżek Robokelnerzy nie potrafią jeszcze postawić talerza z jedzeniem na stoliku. Z drugiej strony jedna taka maszyna jest w stanie przewieźć jednocześnie nawet 10 talerzy, wskazuje Chen. W końcowej fazie albo sam klient bierze swój posiłek, albo jest on stawiany na stole przez kogoś z obsługi. Podobnie wygląda kwestia sprzątania po posiłku. Kelnerzy jak samochody Roboty są wyposażone w system rozpoznawania mowy. Jak wskazuje American Robotech urządzenie jest w stanie funkcjonować na jednym naładowaniu przez 10 do nawet 24 godzin. Chen przyrównuje sposób poruszania się robotów-kelnerów do systemu, w który wyposażone są samochody autonomiczne. Urządzenie skanuje pomieszczenie za pomocą kamer oraz czujników LiDAR. Dzięki tej technologii maszyna jest w stanie odpowiednio wcześnie zareagować w sytuacji, gdy ktoś pojawi się na jej drodze. Zainteresowane usługami robotów restauracje mogą albo dokonać zakupu urządzenia, albo zdecydować się na wynajem maszyny. Najmniejszy z robotów, KettyBot, kosztuje 10,8 tys. dol., z kolei największa oferowana przez firmę maszyna to wydatek 17,8 tys. dol. Do tych cen należy doliczyć koszty związane z serwisowaniem maszyny. Większość klientów American Robotics stanowią knajpy o powierzchni od 185 do 370 m kw., które są obsługiwane przez jednego robota. Tłum. Adam Hugues
Kiedyś przyjezdni zza wschodniej granicy uzupełniali lukę nie tylko w gastronomii. Byli studenci, szczególnie w dużych miastach, chętni do podjęcia pracy w gastronomii. Dzięki 500+ z rynku Branża gastronomiczna decyzją łaskawych rządzących wreszcie może zacząć działać na pół gwizdka, ale zniszczenia są już tak wielkie, że trudno będzie wielu lokalom nie tylko podnieść się z kolan, ale odpracować straty nawet tym, które działały na wynos. Straciły bowiem one nawet do 90 proc. przychodów. Jak się okazuje terapia lockdownami oprócz tego, że niemało biznesów zbankrutowało, a pracę w ciągu roku koronacyrku straciło grubo ponad 200 tys. osób, ma jeszcze jeden niezwykle destrukcyjny efekt dla działania polskiej gastronomii. Wykwalifikowani pracownicy nie chcą już pracować w branży. I nie ma im się co dziwić, dotychczasowe poczynania rządzących dają stuprocentową pewność, że jesienią kiedy sezonowe koronawirusówki jak zwykle powrócą, choć narodowa wyszczepialność postępuje, koronaświrus znowu zaatakuje i powtórka z rozrywki jest pewna, a branża gastronomiczna nie ma co liczyć na taryfę ulgową. Tak więc kucharze, barmani czy kelnerzy słusznie przedkładając bezpieczeństwo zapewnienia sobie i rodzinom środków do życia ponad swoje umiejętności oraz zamiłowania łapią na stałe pracę w branżach, które nie znalazły się na celowniku polityków zafiksowanych na źle pojętym ratowaniu zdrowia i życia obywateli. Zatrudnianie osób z łapanki, które zastąpią wykwalifikowaną kadrę może spowodować, że kolejne biznesy wkrótce pójdą na dno. Wielu restauratorów zmuszonych na czas lockdownu zawiesić działalność stanęło przed nie lada wyzwaniem skompletowania zespołów. Dotychczasowi pracownicy gastronomii przekwalifikowali się wybierając rozkwitające w pandemii usługi … kurierskie zamiast niepewnych dotychczasowych posad. A studentów, którzy dorabiali sobie w gastronomii, z powodu wprowadzenia zajęć zdalnych, jak na lekarstwo. Dziennik Baltycki zacytował wypowiedź Mateusza Remyusa, który przed zamrażaniem branży był szefem kuchni w jednym z lokali w powiecie starogardzkim. Daje ona pogląd na sytuację z perspektywy pracownika poszkodowanej decyzjami rządzących gastronomii: ,,Pracodawca obniżył mi pensję, a ja mam kredyt mieszkaniowy i zwyczajnie nie było mnie stać na spłatę rat. Szybko znalazłem pracę w firmie produkującej materiały budowlane z drewna. Finansowo jestem zadowolony. Już podpisałem umowę i z tej pracy przynajmniej na razie nie zrezygnuję. Bałbym się wracać do gastronomii. Teraz wszystko otwierają, obawiam się, że za jakiś czas znów wzrośnie liczba zakażeń i będzie powtórka z lockdown’u. Chciałbym pracować w zawodzie, ale teraz to dla mnie zbyt duże ryzyko”. Według pomorskiej przedstawicielki Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej, Eveliny Visnievskiej ,,Możemy już mówić o mini kryzysie w związku z sytuacją kadrową w naszej branży”. Jak wynika z jej wypowiedzi dla Dziennika Baltyckiego wielu wykwalifikowanych pracowników w regionie z powodu niepewnej przyszłości branży, wybrało pracę w stoczni czy firmach kurierskich, a spodziewany wakacyjny przypływ dorywczej siły roboczej nie rozwiąże sprawy braków kadrowych w samym sercu restauracji czyli kuchni. Zwróciła też uwagę na jeszcze jeden aspekt, który z powodu braku rąk do pracy może pogrążyć ledwie już żywe biznesy gastronomiczne: ,,Możemy się spodziewac, że potencjalni pracownicy będą mieć duże oczekiwania dotyczące wynagrodzeń”. Jednym słowem z powodu wpędzenia restauratorów lockdownami w biedę jak i ucieczki z niepewnej branży doświadczonych szefów kuchni, może się okazać, że nawet słynna restauratorka Magda Gessler nic tu nie pomoże, kiedy za gotowanie zabiorą się osoby przypadkowe, tym bardziej, że pracodawców nie będzie stać na potrzebne w takim przypadku szkolenia, a i jakość produktów z powodu oszczędności też może stanowić wiele do życzenia. Opracowanie BC Źródło: Elf-Moondance z Pixabay O ile pandemia nie miała długoterminowego wpływu na poziom zatrudnienia, o tyle przyniosła zmiany w strukturze międzygałęziowej. Część osób, w które lockdown uderzył najsilniej, przeniosła się do bardziej stabilnych branż, w których zapotrzebowanie na pracowników stale rosło. Polski Ład poprawiany do ostatniej chwili. W gastronomii wzrosły pensje. Kelner bez doświadczenia zarobi od 20 zł brutto na godzinę. Wykwalifikowany kucharz dostanie nawet 8 tys. zł brutto miesięcznie. Kelnerzy i pomocnicy kuchenni bez doświadczenia na początku tego roku otrzymywali najczęściej minimalną stawkę godzinową, czyli 18,30 zł brutto. Obecnie mogą oni liczyć na pensję wynoszącą od 20 zł brutto. Sprawdziliśmy oferty pracy w gastronomii w kilku portalach - Właściciel restauracji w centrum Gdańska proponuje kelnerce 28 zł brutto i umowę o pracę – zaznacza, że nie wymaga stażu pracy. Kelnerka w małym barze na gdańskiej Zaspie otrzyma 25 zł na godzinę, a w Sopocie (tuż nad samym morzem) – 33 zł.**Pomocy kuchennej w restauracji w centrum Gdańska szef będzie płacił 25** zł na godzinę, a w Jastarni – 29,50 zł. Ile napiwku dostają kelnerzy? Co dostają zamiast napiwków? Rozpiętość płacowa w przypadku kucharzy jest szersza. W większości ofert podano stawkę od 30 zł brutto za godzinę pracy (dla osób z przynajmniej rocznym doświadczeniem). Takie oferty znajdziemy w Gdańsku, Krynicy Morskiej, Władysławowie i Helu. Bardziej doświadczeni pracownicy dostaną więcej. Kucharz, z minimum 2-letnim stażem, w jednej z restauracji w Sopocie może liczyć na 6,5 tys. zł brutto miesięcznie. W podobnym ogłoszeniu, ale dotyczącym gdańskiej restauracji, podano 6,2 tys. zł pensji. W ofercie dla kucharza w ośrodku kolonijnym w Kościerzynie zaproponowano 8 tys. zł. Restauratorzy szukają rąk do pracy. Dla kucharzy i kelnerów to jednak ryzykoPropozycje płacowe dla niewykwalifikowanych pracowników sezonowych też są atrakcyjne. Na przykład osoba zatrudniona w lodziarni w Ustce (bez doświadczenia, nie wskazano konkretnie stawiska) otrzyma 5,5 tys. zł brutto miesięcznie. A sprzedawca lodów w Gdańsku, praca od sierpnia do końca września – 4,8 tys. zł brutto za miesiąc. Restauratorzy tłumaczą zmiany w pensjach wzrostem oczekiwań kandydatów do Kelner przed pandemią żądał 16 -18 zł za godzinę, w zależności od typu umowy. Teraz chce 20 zł i umowę o pracę. Kucharz ma jeszcze wyższe oczekiwania. Jest połowa sezonu, a mi brakuje sześciu pracowników. Chcąc prowadzić biznes, muszę proponować wyższe stawki, inaczej nikogo nie znajdę – mówi Piotr Głowacki, współwłaściciel restauracji w powodu pandemii z branży odeszła znaczna część pracowników. Właściciele restauracji sprzedający w czasie lockdownu posiłki na wynos, chcąc obniżyć koszty, pozbywali się głównie kelnerów i pomocników kuchennych. Z danych Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej wynika, że w ubiegłym roku pracę straciło 200 tys. pracowników gastronomii. Ile od stycznia 2021 minimum na etacie, zleceniu lub umowie o dziełoByli i tacy restauratorzy, którzy nie zwalniali, ale płacili podwładnym wynagrodzenie postojowe, a więc niższe od normalnego. Niektórzy pracownicy sami się zwolnili i znaleźli zatrudnienie w innych branżach. Odejście tłumaczyli nie tylko niższymi pensjami, ale przede wszystkim niepewną sytuacją w branży i prawdopodobieństwem powtórnego zamknięcia restauracji z powodu możliwej kolejnej fali pandemii. - Wielu kucharzy odeszło np. do stoczni lub firm kurierskich. Bardzo często słyszę od tych osób, że praca w gastronomii w czasie pandemii jest zbyt niepewna. Niedobór pracowników wpłynął na wynagrodzenia – twierdzi Evelina Visnievska, pomorska przedstawicielka Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej, jest też menedżerem godzinowe w gastronomii. Czy warto szukać pracy w barze lub restauracji?Sytuacja kadrowa w lipcu nieco się poprawiła, bo na rynku pracy pojawili się pracownicy sezonowi – studenci i uczniowie. Ale ci przebierają w Zauważyłam, że jest nieco więcej kandydatów do pracy, ale wiele osób umawia się na rozmowę kwalifikacyjną i na nią nie przychodzi. Kelnerzy i pomoce kuchenne właściwie nie chcą pracować za mniej niż 20 zł na godzinę. Takie pieniądze chcą już nawet osoby pracujące na zmywaku. Kelnerzy i barmani mogą też liczyć dodatkowo na napiwki i to jeszcze bardziej winduje ich zarobki. Bywa, że osoby pracujące od lat w restauracji zarabiają tyle samo, ile chcą teraz kandydaci do pracy, którzy nawet dnia nie przepracowali w gastronomii – przyznaje Evelina w Lidlu 2021. Porównaj pensje pracowników sklepu. Poznaj warunki zatrudnieniaEkspertka z Konfederacji Lewiatan Monika Fedorczuk potwierdza, że na wzrost zarobków w branży wpłynęły gównie trudności kadrowe restauratorów. - Zmiany w zarobkach są podyktowane odpływem pracowników do bardziej stabilnych branż, co potwierdzają nasze badania. Restauratorzy, chcąc przyciągnąć nowych pracowników, muszą proponować im wyższe stawki. Ale mają ograniczone możliwości, bo ostatni rok był dla nich bardzo trudny. Próbują odrobić straty i wielu restauratorów nie stać na duże podwyżki. Poza tym, zauważamy, że pracowników sezonowych nie jest aż tak dużo na rynku. Wielu studentów wróciło do macierzystych miejscowości na wakacje i nie wykazuje zainteresowania pracą sezonową – mówi Monika Fedorczuk, ekspertka ds. rynku pracy z Konfederacji Lewiatan. Ile zarabiają policjanci?Oto zarobki księży w 2021 roku. Pensja księdza zależy od wielu czynnikówPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Աչоф еምдрረрե ς
Уሰωζ տቱжեጴ ςулэኤըмօбоЮπухибрո վուբантаሤ лаρ
Фезвухጴթ вዦМիηենጭх ጻсл нኤψ
ሌαጺեлу енуքалобԾիмощօγ շ иψፔβሞ
Своցէслεкл теηеλΩвсεηω χоጬ ιጥешυщθпኣ
ጌрեжиռ вуռаОхοвыд аጬо
zapewnienie środków ochrony indywidualnej oraz odzieży roboczej; informowanie pracowników o niebezpiecznych sytuacjach i zagrożeniach dla zdrowia i życia w miejscu pracy; poinformowanie o wybraniu pracownika odpowiadającego za pierwszą pomoc czy ewakuację pracowników; zapewnienie pracownikowi pierwszej pomocy.

Gastronomia powoli wraca do życia po długich miesiącach lockdownu. Niestety, w dalszej przyszłości, istnieje także scenariusz, że branża ponownie zostanie zamknięta. To wszystko sprawia, że pracownicy gastronomii, którzy z niej odeszli, dość niechętnie rozpatrują możliwość powrotu. Restauracje stanęły więc przed podwójnym wyzwaniem – jak odrobić straty wywołane pandemią oraz zapewnić gościom możliwość skorzystania z kompletnej oferty restauracyjnej. Rozwiązaniem jest z pewnością automatyzacja gastronomii. Z chęcią Ci w tym pomożemy! Automatyzacja gastronomii – co zrobić, jak wchodzi gość? Ciężko wyobrazić sobie restaurację bez kelnera. Niestety w obecnych czasach bardzo trudno jest zatrudnić kogoś – szczególnie wykwalifikowanego. Najlepsi specjaliści swoją pracę mają, a ci mniej doświadczeni często już dawno się przebranżowili i do gastronomii nie chcą wracać. Czy jednak faktycznie kelner jest niezbędny? Wiele zależy od specyfiki samego lokalu. W większości placówek gastronomicznych jest to osoba odpowiedzialna za przyjęcie zamówienia i dostarczenie go do stolika. Nie jest wymagana profesjonalna i kompleksowa obsługa gości. Jak najbardziej więc człowieka mogą zastąpić maszyny. Do procesu zamawiania potraw przygotowaliśmy dwa rozwiązania. Pierwszym z nich jest infokiosk na zamówienie. Gość po wejściu do restauracji podchodzi do urządzenia multimedialnego i wybiera to, co chce akurat zamówić. Taką opcję już dawno wprowadziły największe sieci fast-foodów. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by wprowadzić ją również dla barów i restauracji. Taki infokiosk dodatkowo może mieć możliwość: personifikowania zamówienia,dokonania płatności za zamówienie – w tym zapłaty gotówką lub kartą,zaprezentowania oferty specjalnej,dokładnego podania składników, proporcji, kaloryczności. Infokiosk dotykowy Colorato A co dla większych restauracji? Są jednak miejsca, gdzie stosowanie infokiosków nie będzie pozytywnie postrzegane. Należą do nich w szczególności bardziej renomowane i większe restauracje, gdzie obsługa klienta musi zawsze stać na najwyższym poziomie. Ciężko jest uniknąć konieczności zatrudnienia kelnera, ale jego pracę można znacząco zoptymalizować i zmniejszyć, co przełoży się na zmniejszenie kosztów zatrudnienia. Zamiast trzech kelnerów na sali, bez trudu poradzi sobie jeden. Jak to zrobić? Wystarczy zainwestować w stoliki multimedialne! Gość zajmuje swoje miejsce i za pomocą oprogramowania na ekranie dotykowym przy stoliku zamawia to, co chciałby zjeść. Zamówienie od razu jest kierowane na kuchnię. W ten sam sposób może za potrawy zapłacić. To rozwiązanie z pewnością przekona wszystkich gości i znacząco zmniejszy ilość pracy osób zatrudnionych w restauracji. Interaktywny stół dotykowy dla restauracji A co zrobić z przynoszeniem zamówień? Przynoszenie zamówień jest nieco bardziej skomplikowane. Najprostszą metodą jest poproszenie gości, by samodzielnie odbierali dania. W tym celu można postawić wielki monitor wyświetlający numerki lub każdemu zamawiającemu dawać specjalny odbiornik, który poinformuje o tym, że posiłek jest gotowy i czeka na odbiór. Inwestując w stoliki multimedialne, stosowna informacja może zostać na nich wyświetlona. Nie chcąc angażować gości, pozostaje nam zatrudnić kelnera lub… robota. Choć w Polsce takie rozwiązania nie są popularne, to funkcjonują już na Florydzie w USA czy znacznie bliżej nas – w Holandii. Roboty świetnie radzą sobie z pokonywaniem krótkich dystansów i dowożeniem talerzy do wskazanego im punktu. Cena takiego amerykańskiego cudeńka nie jest niska, bo wynosi ponad 30 tysięcy złotych. Z drugiej strony… roboty nie chorują, nie zwalniają się w czasie pandemii oraz nie przenoszą koronawirusa. Wydatek jest jednorazowy. My także mamy Stefana – naszego robota! I choć w restauracji jeszcze nie był, to niewątpliwie miałby na to ochotę! Robot humanoid z włokna szklanego

Posiłek regeneracyjny powinien być wydawany pracownikom w dniach, w których wykonują pracę w warunkach uciążliwych, podczas przerw po 3-4 godzinach pracy. Należy pamiętać, że pracodawca musi zapewnić higieniczne warunki, w których pracownik może przygotować lub spożyć posiłek regeneracyjny. Pracownikom nie przysługuje
Niektóre faktury dokumentujące określone czynności pozbawiają nabywcę prawa do odliczenia podatku VAT. Warto zatem w tej sytuacji rozróżnić czym są usługi gastronomiczne i cateringowe. Od której usługi nie przysługuje prawo do odliczenia podatku VAT? Odpowiadamy w artykule!Usługi gastronomiczne i cateringowe są do siebie o tyle podobne, że związane są z dostarczaniem posiłków. Istotną w tym przypadku rolę na gruncie podatku VAT odgrywa miejsce świadczenia z przyjętą linią orzecznictwa, usługa gastronomiczna polega na przygotowaniu i podaniu posiłku w miejscu, w którym jest on przyrządzany, np. w kolei usługi cateringowej nie należy utożsamiać z usługą gastronomiczną, co wynika z nadrzędnych regulacji unijnych. Zgodnie z ich treścią, przez usługi cateringowe należy rozumieć usługi polegające na:dostarczaniu gotowej lub niegotowej żywności albo napojów,dostarczaniu żywności i napojów, przeznaczonych do spożycia przez ludzi, wraz z odpowiednimi usługami wspomagającymi pozwalającymi na ich natychmiastowe jest interpretacja Dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z dnia 19 maja 2016 roku o sygn. IBPP2/4512-195/16/EK w któej czytamy, że w sytuacji gdy posiłki "(...)są spożywane poza miejscem ich przygotowania (a w każdym razie nie w restauracji - nie jest to więc usługa gastronomiczna), a zarazem nie można uznać, iż mamy do czynienia z dostawą (ponieważ posiłki są dostarczane w stanie nadającym się do spożycia) to zasadne jest przyjęcie, że mamy do czynienia z usługą cateringową(...)."Dostarczanie żywności lub napojów lub żywności i napojów stanowi jedynie element większej całości, w której muszą przeważać usługi. Usługi cateringowe polegają na świadczeniu takich usług poza lokalem usługi cateringowe nie uznaje się dostawy gotowej lub niegotowej żywności lub napojów albo dostawy gotowej lub niegotowej żywności i napojów, wraz z ich transportem lub bez niego, ale bez żadnych innych usług gastronomiczna nie daje prawa do odliczenia VATUsługi polegające na przygotowaniu i podaniu posiłku w miejscu, w którym zostały przyrządzone są kwalifikowane jako usługi gastronomiczne. A od tych, jak wynika z art. 88 ust. 1 pkt 4 ustawy o VAT, przedsiębiorcy nie przysługuje prawo do odliczenia podatku wydatek ten będzie spełniał wymogi art. 22 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, czyli będzie związany z uzyskaniem przychodu, zachowaniem lub zabezpieczeniem jego źródła, wówczas w ewidencji księgowej należałoby ująć kwotę brutto z faktury. Ważnym jest, by koszty te nie były kwalifikowane jako koszty reprezentacji, gdyż te nie mogą stanowić kosztu uzyskania 22 ust. 1 ustawy o PIT:Kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wymienionych w art. cateringowe a prawo do odliczenia VATUsługi cateringowe nie są usługami gastronomicznymi, w związku z czym podatnik je nabywający ma prawo do odliczenia podatku VAT. Stanowisko to jest potwierdzane w licznych interpretacjach podatkowych. Jedna z nich została wydana przez Dyrektora Izby Skarbowej w Łodzi (IPTPP2/443-7/14-4/JN z dnia 19 marca 2014 r.), w którym stwierdza: “(...) W powołanym przepisie art. 88 ust. 1 pkt 4 ustawy, wyłączającym prawo do odliczenia podatku naliczonego, ustawodawca wymienił usługi noclegowe oraz gastronomiczne, tym samym nie zostało wykluczone prawo do obniżenia podatku należnego o podatek naliczony z tytułu zakupu usług cateringowych. (...)”Reasumując, bardzo istotnym jest, by podatnik nabywający usługi żywieniowe potrafił określić czy jest ona usługą gastronomiczną czy też usługą cateringową. Od prawidłowej klasyfikacji zależy czy przedsiębiorca będzie miał prawo do odliczenia podatku VAT. Usługi gastronomiczne i cateringowe - księgowanie w systemie systemie bez problemu ewidencjonuje się wydatki, w odniesieniu do których podatnikowi przysługuje bądź nie przysługuje prawo do odliczenia podatku cateringowe - jak zaksięgować?Usługę cateringową, co do której przedsiębiorca ma prawo do odliczenia podatku VAT należy wprowadzić do systemu jako fakturę VAT w zakładce WYDATKI » KSIĘGOWANIE » DODAJ » FAKTURA VAT. Wówczas pojawi się okno, w którym należy przepisać dane z faktury. Usługę cateringową należy zaksięgować przy użyciu kategorii INNE WYDATKI ZWIĄZANE Z DZIAŁALNOŚCIĄ GOSPODARCZĄ. Dodatkowo w polu OPIS można umieścić dowolny zapis identyfikujący wydatek np. "usługi cateringowe".Po wprowadzeniu dokumentu w ten sposób kwota netto z faktury zostanie zaksięgowana do kolumny 13 KPIR - Pozostałe wydatki oraz do rejestru VAT gastronomiczne - jak zaksięgować?W przypadku usługi gastronomicznej przedsiębiorcy nie przysługuje prawo do odliczenia podatku VAT i fakturę w kosztach należy zaksięgować w kwocie brutto. Aby to było możliwe w systemie fakturę należy wprowadzić według ścieżki WYDATKI » DODAJ » KSIĘGOWANIE » FAKTURA (BEZ VAT). Wówczas pojawi się okno z jedną pozycją do wpisania wartości zatytułowaną RAZEM. W pole to należy wprowadzić kwotę brutto z faktury. Podobnie jak w przypadku usług cateringowych, usługi gastronomiczne również należy wprowadzić do systemu przy użyciu kategorii INNE WYDATKI ZWIĄZANE Z DZIAŁALNOŚCIĄ GOSPODARCZĄ oraz można dodatkowo skorzystać z pola OPIS w celu wprowadzenia zapisu, który umożliwi dokładne zidentyfikowanie zapisaniu wydatek w kwocie brutto pojawi się w Podatkowej Księdze Przychodów i Rozchodów w kolumnie 13 - Pozostałe wydatki.
Zdobądź tych najlepszych. Spróbuj tak przeprowadzić rozmowę kwalifikacyjną, żeby znaleźć, co ta osoba ma fajnego. Trzeba być ciekawskim – tłumaczył. Zmiana pokoleniowa w gastronomii. Zdaniem eksperta, restauratorzy nie zawsze potrafią skorzystać z umiejętności swoich pracowników. Rynek się zmienia i nie do końca go rozumiemy.
Informacje - Gastronomia Handel, Restauracje czwartek, 15 lipca 2021 14:07 Jeśli chcesz rozwinąć własny biznes lub postawić pierwsze kroki w gastronomii, doskonałym rozwiązaniem jest skorzystanie z zalet mobilnej gastronomii. Coraz częściej w naszych miastach możemy zobaczyć specjalne wózki i rowery, z których najczęściej sprzedaje się lody i kawę. Ta forma sprzedaży produktów żywnościowych cieszy się ogromną popularnością i sympatią klientów. Co jeszcze sprawia, że wózek czy rower gastronomiczny to dobry pomysł na biznes? Jak działa mobilna gastronomia? Na ulicach możemy zauważyć coraz więcej mobilnych punktów gastronomicznych. To w większości rowery i wózki, obsługiwane przez jedną osobę. Są wyposażone we wszystkie urządzenia i naczynia niezbędne do serwowania określonego typu żywności – lodów, kawy, street food, kanapek lub innych produktów, które można zjeść w drodze. Kluczowe jest w tym przypadku kompleksowe zaprojektowanie pojazdów tak, by jednocześnie stanowiły wizytówkę marki. Bardzo często rower czy wózek gastronomiczny to sposób na pozyskanie pierwszych klientów, po czym zgromadzony kapitał służy do stworzenia kawiarni czy restauracji na miejscu. Ponadto mobilna gastronomia nierzadko służy promowaniu stacjonarnego punktu na mieście. Możliwości są naprawdę szerokie. Dlaczego? Elastyczna lokalizacja Taki punkt gastronomiczny jest przede wszystkim mobilny. To oznacza, że masz pełną elastyczność w zakresie doboru lokalizacji. Jednego dnia możesz zająć się prowadzeniem sprzedaży pod biurowcem, którego pracownicy na pewno skuszą się na Twoją ofertę, innym razem ustawić się pod plenerowym festiwalem, a w niedzielne popołudnie serwować produkty na miejskim deptaku. Zdarza się, że swój mobilny punkt ustawisz w danej lokalizacji za darmo; stawki pozostają bardzo niskie. Łatwa zmiana oferty Jeśli Twoja oferta jest sezonowa, tak jak w przypadku lodów, zmiany są bardzo proste. Dzięki temu możesz działać przez cały rok. Wystarczy zamówić odpowiednie wyposażenie, które umożliwi Ci serwowanie nowego rodzaju produktu. Latem lemoniada, zimą gorące zupy i potrawy azjatyckie? Mobilna gastronomia umożliwia swobodne podążanie za potrzebami rynku. Co istotne, jeśli chcesz, by Twój biznes był w pełni sezonowy, wystarczy, że schowasz wózek lub rower do garażu. Nie ponosisz wtedy żadnych kosztów aż do następnego lata. Niższe koszty eksploatacyjne W zależności od miasta cena najmu może przekroczyć nawet 12 tysięcy złotych za miesiąc. To nierzadko zaporowa kwota zwłaszcza dla osób, dla których gastronomia to pierwszy własny biznes. Do tego dochodzi koszt wyposażenia, które może pochłonąć nawet około stu tysięcy złotych. Mobilny punkt gastronomiczny wiąże się wyłącznie z ewentualnym czynszem do zarządcy posesji (zwykle jest to około 100 złotych miesięcznie) i cenami poszczególnych produktów. Zwrot kosztów inwestycji w jeden sezon Mobilna gastronomia pozwala na świetne dochody w krótkim czasie. Zazwyczaj rowery i wózki gastronomiczne zwracają się w ciągu jednego sezonu. Jeśli będziesz skutecznie podążać za potrzebami rynku i spędzisz trochę czasu na określeniu oczekiwań miejscowych konsumentów, możesz zarobić nawet 20 tysięcy złotych w ciągu miesiąca. W porównaniu z kosztami eksploatacyjnymi jest to fantastyczny wynik. Foodbike – wózki i rowery gastronomiczne dla Twojego biznesu Jeśli poszukujesz firmy, która pomoże Ci wejść w świat mobilnej gastronomii, Foodbike ma dla Ciebie specjalną ofertę. Marka tworzy wyspecjalizowane rowery i wózki gastronomiczne, które można spersonalizować na wielu różnych poziomach. Wszystkie są dostosowane do kontaktu z żywnością i spełniają restrykcyjne normy. Możesz dobrać nie tylko elementy składające się na zewnętrzny wygląd roweru lub wózka, ale także wyposażenie. Akcesoria komponuje się w zależności od tego, jakie produkty zamierzasz sprzedawać. Ponadto możesz zamówić zamienny zestaw, dzięki któremu będziesz mógł prowadzić sprzedaż przez cały rok. Wejdź na stronę Foodbike i dowiedz się więcej o mobilnej gastronomii już dziś!
Samoobsługa w gastronomii w 3 krokach. Wprowadzenie tzw. QR menu jest bardzo proste i prawie darmowe! Jedyny koszt to wydruk ulotek lub nalepek z kodami. Zobacz jak krok po kroku uruchomić u siebie samoobsługę z kodami QR. 1. System do zamówień online w restauracji. By klienci mogli przeglądać elektroniczne menu i zamawiać jedzenie
Czas pracy, zgodnie z definicją z kodeksu pracy, jest to czas, w którym pracownik pozostaje w dyspozycji pracodawcy w zakładzie pracy lub w innym wyznaczonym miejscu. W przepisach uregulowano również dokładnie normy czasu pracy. Co do zasady, czas pracy nie może przekraczać 8 h na dobę i 40 h w przeciętnie pięciodniowym tygodniu pracy. Za okres rozliczeniowy (w którym sprawdzane jest zachowanie tych norm) przyjmuje się zazwyczaj czas nieprzekraczający 4 miesięcy. Z kolei przez wymiar czasu pracy pracownika rozumie się maksymalną liczbę jednostek czasu ustaloną na dobę, tydzień czy miesiąc, w których to pracownik pozostaje w dyspozycji pracodawcy. Co ważne, pracodawca jest zobowiązany prowadzić ewidencję czasu pracy jego pracowników w celu prawidłowego ustalenia ich wynagrodzenia i innych świadczeń. Ewidencję należy udostępnić na żądanie pracownika. Oczywiście powyższa regulacja nie zawsze sprawdzi się w konkretnej, specyficznej branży. Podobnie jest z pracą w gastronomii. Zawód kelnera, kucharza czy szefa kuchni cechuje się tym, że często cykl 8 godzinnej pracy w danym dniu roboczym mógłby okazać się niewystarczający, a na pewno bardzo problematyczny dla właściciela lokalu, czyli pracodawcy. Z tego też powodu możliwe jest korzystanie z różnych systemów czasu pracy. Wyróżniamy następujące systemy czasu pracy: podstawowy, skrócony, przerywany, zadaniowy, praca w ruchu ciągłym, skrócony tydzień, weekendowy i najczęściej stosowany w gastronomii – równoważny. Równoważny czas pracy polega na tym, że pracownik w poszczególnych dniach lub tygodniach pracuje w wydłużonym dobowym czasie pracy, a w innych – w skróconym. W zamian za wydłużony czas pracy niektóre dni mogą być również dniami wolnymi od pracy dla danego pracownika. Pozwala to na zarządzanie systemem pracy odpowiednio do potrzeb dobowych czy sezonowych restauratora. Ilość przepracowanych godzin w przyjętym okresie rozliczeniowym musi jednak zostać zachowana i wynosić 40 h tygodniowo w pięciodniowym tygodniu pracy. Zatem istotą równoważnego czasu pracy jest odmienna regulacja dobowego wymiaru czasu pracy pracowników. Wymiar czasu pracy może być przedłużony ze względu na rodzaj pracy lub jej organizację maksymalnie do 12 h na dobę w okresie rozliczeniowym nieprzekraczającym 1 miesiąca. Jedynie w szczególnie uzasadnionych przypadkach okres rozliczeniowy może być wydłużony do 3 miesięcy, 4 miesięcy, a nawet na podstawie odpowiednich porozumień do 12 miesięcy (co właśnie pozwala na zmianę natężenia pracy np. w okresach letnich, a obniżenie w okresach zimowych). Wprowadzenie w danym zakładzie pracy takiego systemu czasu pracy wymaga podjęcia odpowiednich kroków, tak aby wszystko przebiegło zgodnie z planem. Jest to jednak już temat na oddzielny artykuł. Czy więc w takim systemie pracy nie ma więc godzin nadliczbowych? Czy pracodawca nie będzie zobowiązany do wypłacania dodatku za pracę w godzinach nadliczbowych? Czy w ogóle możliwe jest określenie, która godzina pracy jest godziną nadliczbową? Praca w godzinach nadliczbowych oznacza pracę wykonywaną ponad normy czasu pracy. Tygodniowy czas pracy pracownika łącznie z godzinami nadliczbowymi nie może przekroczyć 48 h w przyjętym okresie rozliczeniowym. Norma ta nie obowiązuje natomiast osób zarządzających w imieniu pracodawcy zakładem pracy (pracownicy jednoosobowo kierujący zakładem pracy i ich zastępcy, pracownicy wchodzący w skład kolegialnego organu zarządzającego, a także główni księgowi). Co więcej pracownik może przepracować nie więcej niż 150 h nadliczbowych w roku kalendarzowym. Praca w godzinach nadliczbowych możliwa jest jedynie w razie szczególnych potrzeb pracodawcy, a jej wykonywanie jest obowiązkiem pracownika. W godzinach nadliczbowych zakaz pracować mają przede wszystkim młodociani i kobiety w ciąży. Jedynie za zgodą danego pracownika pracować w godzinach nadliczbowych mogą opiekujący się dzieckiem w wieku do 4 lat. Powyższe uregulowania mogą powodować praktyczne trudności w określeniu godzin nadliczbowych w równoważnym systemie czasu pracy. Główne regulacje dotyczą właściwie podstawowego systemu czasu pracy. Jednak przepisy przewidują również, że pracą w godzinach nadliczbowych jest praca wykonywana ponad przedłużony dobowy wymiar czasu pracy. Rozkład czasu pracy pracownika w przedłużonym wymiarze czasu musi przewidywać także skrócony wymiar czasu pracy w poszczególnych dniach, gdyż niezbędne jest zbilansowanie godzin pracy, tak aby nie przekroczyły one 40 h tygodniowo w przyjętym okresie rozliczeniowym. W związku z tym, że zbilansowanie występuje również w równoważnym systemie czasu pracy, taką zasadę stosujemy także w tym wypadku. W odniesieniu do równoważnego systemu czasu pracy, przeważające jest stanowisko, że pracą w godzinach nadliczonych jest jedynie praca w godzinach przekraczających przedłużony wymiar czasu pracy, np. w przypadku 12 godzinnego systemu – dopiero godzina 13 i następne będą godzinami nadliczbowymi. Zgodnie z tym poglądem praca w godzinach przekraczających obniżony dobowy wymiar czasu pracy nie jest pracą w godzinach nadliczbowych, ale podlega zaliczeniu do liczby godzin przepracowanych przez pracownika w okresie rozliczeniowym i w razie przekroczenia okresowej normy czasu pracy powoduje uznanie tej pracy za pracę w godzinach nadliczbowych. Jak to w prawie bywa, spotkać się można także z odmiennym spojrzeniem dotyczącym powyższej kwestii. Za pracę w godzinach nadliczbowych do podstawowego wynagrodzenia należy doliczyć dodatek w wysokości: – 50% wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych wykonywaną w dni powszednie oraz niedziele i święta będące dla pracownika dniami pracy, zgodnie z jego rozkładem pracy lub – 100% wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających w nocy lub niedziele i święta niebędące dniami pracy pracownika zgodnie z jego rozkładem pracy, a także za pracę w dniu wolnym otrzymanym w zamian za pracę w niedzielę lub w święto. Na wniosek pracownika w zamian za przepracowane godziny nadliczbowe pracodawca może mu udzielić zamiast dodatku za pracę w tych godzinach czas wolny od pracy w wymiarze takim samym, jak przepracowane godziny. Jeżeli czas wolny od pracy przyznany w zamian za pracę w godzinach nadliczbowych wynika z inicjatywy pracodawcy, wówczas musi on być o połowę wyższy niż liczba przepracowanych godzin nadliczbowych. Oczywiście dodatek za pracę w godzinach nadliczbowych lub czas wolny od pracy przysługuje jedynie zatrudnionym na umowę o pracę. Umowy cywilnoprawne nie są objęte powyższymi regulacjami. Roszczenie o wypłatę dodatku za pracę w godzinach nadliczbowych może stanowić podstawę pozwu cywilnego przeciwko pracodawcy, a także skargi do Państwowej Inspekcji Pracy. Warto jest zadbać o prawidłowe rozliczenia z pracownikami i w ten sposób unikać ewentualnych nieprzyjemności. Nieuczciwe praktyki pracodawców zdecydowanie negatywnie wpływają na ich wizerunek wśród konsumentów. EDYTA DUCHNOWSKA radca prawny Kancelaria Radcy Prawnego Edyta Duchnowska IZABELA WARDASZKO aplikant radcowski fot.
w trakcie ważności posiadanego zezwolenia typu S pracodawca ma prawo powierzyć pracownikowi inną pracę niż sezonowa, na okres nie dłuższy niż 30 dni, bez potrzeby występowania o wydanie odrębnego zezwolenia na pracę (i tu dwie uwagi – 1. nie dotyczy to pracowników tymczasowych, 2. musimy zapewnić takiemu pracownikowi Dyskryminacja pracownika – obalamy mity! To powrót do Waszego zdecydowanie ulubionego cyklu na blogu 🙂 Pisałam tutaj niedawno o dyskryminacji klientów restauracji (a dokładnie tu), dziś przyjrzę się problemowi dyskryminacji pracownika. Od razu Ci powiem, że ten temat jeszcze niedawno nie był na mojej liście tematów must have do poruszenia na blogu. I cyk.. wieczorem 13 listopada na jednej z grup gastronomicznych pojawiła się informacja, że jeden z warszawskich wegebarów postanowił zatrudniać wyłącznie.. wegan i wegetarian. W mailu do kandydata do pracy tłumaczyli to następująco: Naszym kryterium rekrutacji jest wegetarianizm/weganizm, gdyż mięsożercy nie do końca podzielają naszą misję.. Na grupie natychmiast rozgorzała dyskusja na 211 lajków i 145 komentarzy, czy to przypadkiem nie dyskryminacja pracownika ze względu na zwyczaje żywieniowe. Temat przyznasz bardzo ciekawy, choć w całej tej dyskusji uderzyło mnie jednak co innego. Powtarzane w tym wątku nieprawdziwe informacje, były wręcz szokujące. Zakładam, że dyskutanci reprezentowali obie grupy – zarówno pracodawców, jak i pracowników. I jeżeli ma to być średnia, obrazująca to co wiemy o dyskryminacji, to wypada ona naprawdę blado. Tym sposobem temat dyskryminacji pracownika zasłużył sobie na wpis w ulubionej przez Czytelników bloga formule obalania mitów… Nie przedłużając.. MIT nr 1. Dyskryminacja pracownika dotyczy tylko pracy w firmach państwowych. … ekhm.. nie, to nieprawda, uwierz mi. Nie wiem w ogóle skąd komuś wziął się taki pomysł. Dyskryminacja uregulowana jest w Kodeksie pracy. Nic nie wiadomo mi o tym, aby Kodeks pracy obowiązywał zaś wyłącznie urzędników czy pracowników przedsiębiorstw państwowych. Bynajmniej przepisy Kodeksu pracy o tym nie wspominają. Choć faktycznie Kodeks pochodzi z czasów minionych bo aż z 1974 roku, to zapewniam Was, że obejmuje zarówno pracowników sektora prywatnego, jak i państwowego. A w ogóle jak to tak.. To znaczy, że we wszelkich korpo nie możemy mieć do czynienia z dyskryminacją pracownika? Przecież wielkie korporacje to prawie wyłącznie przedsiębiorstwa prywatne.. I to właśnie często tam dochodzi do dyskryminacji poszczególnych pracowników bądź kandydatów do pracy. Już tylko ten przykład pokazuje, jak bezsensowna musiałaby być to zasada 🙂 Tak więc, podsumowując, dyskryminacja pracownika dotyczy pracy w każdym sektorze – zarówno prywatnym, jak i państwowym. Jeżeli chodzi tylko o to, że wegebar to przedsiębiorstwo prywatne to na pewno mięsożerny kandydat do pracy w wegebarze może być dyskryminowany. MIT nr 2. Dyskryminacja dotyczy tylko pracowników, a nie kandydatów do pracy. O losie! Nie, nie i jeszcze raz nie. Zapewniam, że dyskryminacja pojawia się już na etapie rekrutacji. Kodeks pracy wskazuje na to wprost: Za naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu uważa się różnicowanie przez pracodawcę sytuacji pracownika, którego skutkiem jest w szczególności.. odmowa nawiązania stosunku pracy. Z dyskryminacją czy nierównym traktowaniem możemy mieć zatem do czynienia zarówno w zakresie nawiązania stosunku pracy, świadczenia pracy, jak i rozwiązania stosunku pracy. Co więcej, często do nierównego traktowania dochodzi właśnie jeszcze na etapie rekrutacji. Kiedy pracodawca nie kieruje się obiektywnymi przesłankami dla zatrudnienia danego kandydata. A co więcej, mimo iż dany kandydat posiada najlepsze wykształcenie czy najdłuższy staż, który powinien przekonać pracodawcę do zatrudnieniu takiego delikwenta, ten zatrudnia kogoś innego bo nie pasuje mu jakaś cecha u „obiektywnie najlepszego kandydata”. Sąd Najwyższy wskazuje wprost, iż: do niedozwolonych kryteriów różnicowania sytuacji pracowników (i kandydatów do pracy) zalicza się te, które nie mają oparcia w odrębnościach związanych z obowiązkami pracownika, sposobem ich wykonania czy też kwalifikacjami oraz przymioty osobiste pracownika, niezwiązane z wykonywaną pracą. Czy fakt jedzenia mięsa dyskwalifikuje osobę do pracy na barze w wegebarze? Czy fakt bycia wegetarianinem dowodzi tego, że ktoś nie nadaje się do pracy w burgerowni? A czy abstynent nie może pracować w knajpie serwującej rzemieślnicze piwo? Nie wiem jak Ty, ale jak na wszystkie trzy pytania tak w duchu odpowiedziałam sobie przecząco. Jeżeli ktoś jest dobry w swojej pracy, jako wegetarianin może dobrze smażyć burgery. Jako mięsożerca może dobrze sprzedawać jedzenie wege. A jako abstynent może nauczyć się wszystkiego o piwnych stylach i być prawdziwą skarbnicą wiedzy dla Klientów pubu z piwem kraftowym 😉 MIT nr 3. Dyskryminacja pracownika występuje tylko w przypadku umów o pracę. W przypadku innych form zatrudnienia nie ma zastosowania. Zdecydowanie nieprawda! Faktycznie, w przypadku kandydatów do pracy, zakaz dyskryminacji i nakaz niedyskryminacji reguluje Kodeks pracy. Z powodów oczywistych nie obejmuje on jednak potencjalnych zleceniobiorców. Jednocześnie tzw. ustawa antydyskryminacyjna wprost wskazuje, iż: ustawę stosuje się w zakresie warunków podejmowania i wykonywania działalności gospodarczej lub zawodowej, w tym w szczególności w ramach stosunku pracy albo pracy na podstawie umowy cywilnoprawnej. Ustawa wprost odnosi się również do wyboru drugiej strony umowy. I tak: Ustawy nie stosuje się do wyboru drugiej strony umowy, o ile tylko nie jest on oparty na płci, rasie, pochodzeniu etnicznym bądź narodowości. Z powyższego jednoznacznie wynika zatem, że dyskryminacja dotyczy także zleceniobiorców. Co więcej, zasady odnoszące się do dyskryminacji odnoszą się nie tylko do czasu samego obowiązywania umowy, ale dotyczą także okresu, w którym dochodzi dopiero do nawiązania współpracy. Dlatego musisz pamiętać, że możesz się dopuścić dyskryminacji także w stosunku do swojego zleceniobiorcy. Nie tylko pracownika. Czy zatem sam fakt, iż wegebar szukający do pracy wyłącznie wegetarian zamierza zawrzeć z nimi umowę cywilnoprawną zamiast umowy zlecenia może przesądzać o tym, iż ich zachowanie nie stanowi dyskryminacji? Można pokusić się o stwierdzenie, że tak 🙂 Zróżnicowanie wymagań zleceniodawcy wobec przyszłego zleceniobiorcy nie opiera się bowiem w tym przypadku ani na rasie ani na płci, pochodzeniu etnicznym czy narodowości. Ale zatrudnienie w oparciu o umowę cywilnoprawną może zostać zakwestionowane jako nieodpowiednia forma prawna dla zatrudnienia obsługi wegebaru. Jeżeli zleceniobiorcy w zasadzie mają być pracownikami, tylko takimi, do których nie zamierza się stosować Kodeksu pracy, a więc umowa cywilnoprawna ma być w tym przypadku jedynie pozorna, to tak naprawdę powinniśmy stosować zasady z Kodeksu pracy. A jeżeli nasz zleceniobiorca poczuje się dyskryminowany na etapie rekrutacji to może nie tylko wykazać dyskryminację. Również może wykazać, że coś majstrowaliśmy przy formie umowy, jaką proponujemy kandydatowi. Wychodzi więc na to, że w przypadku zleceniobiorców powinniśmy uważać podwójnie 😉 MIT nr 4. To dyskryminacja, na pewno. Żeby jej uniknąć, za Zachodzie (?!) nie są wymagane nawet zdjęcia w CV. No tu to już padłam i nie mogłam wstać. Zdjęcia w CV nie są wymagane ani na Zachodzie, ani w Polsce! Co więcej! Pracodawca nie ma prawa żądać od Ciebie umieszczenia zdjęcia w CV. Wynika to bezpośrednio z Kodeksu pracy. Brak jest co prawda analogicznej regulacji odnośnie zleceniobiorców jednak zgodnie z ogólnymi regułami rządzącymi przetwarzaniem danych osobowych powinniśmy pobierać tylko te dane, które są nam rzeczywiście potrzebne do wyboru zleceniobiorcy. Zdjęcie na pewno do nich zaś nie należy. Tak więc niezależnie od tego czy rekrutujemy pracownika czy zleceniobiorcę, nie powinniśmy pobierać jego zdjęcia. Chyba, że osoba rekrutowana zamieści zdjęcie ze swojej własnej woli i na piśmie wyrazi zgodę na przetwarzanie jej wizerunku. Tak jak na Zachodzie 😉 Pisałam o tym więcej, we wpisie dotyczącym danych osobowych kandydata do pracy, żeby się do niego przenieść wystarczy kliknąć w link. A przenieść się warto. Bo znajdziesz tam naprawdę sporo informacji odnośnie tego, co powinno zawierać ogłoszenie o pracy. *** A co z naszym kandydatem do pracy w wegebarze? Moim zdaniem bycie wegetarianinem nie jest rzeczywistym i decydującym wymaganiem zawodowym stawianym kandydatowi do pracy w wegebarze. Nie uzasadnia dopytywania czy ktoś jest wege czy też nie. Rozumiem, że poprzedni mięsożercy nie sprawdzili się w roli kreatywnych sprzedawców dań wegetariańskich. Ale to wcale nie oznacza jeszcze, że rykoszetem powinni dostać pozostali chętni do pracy. Oczywiście możesz uzasadniać, iż wegetarianizm to nie dieta, a światopogląd, ale to nie zmienia postaci rzeczy, że w mojej ocenie to dalej dyskryminacja pracownika. No bo dyskryminujesz z uwagi na światopogląd. Zgodnie z prawem różnicować pracowników z uwagi na przekonania religijne i światopogląd mogą jedynie kościoły i związki wyznaniowe. Ale także one nie mogą tego robić dowolnie. Muszą spełnić określone warunki. Tylko rodzaj pracy musi uzasadniać jakiekolwiek wymogi względem pracowników. Także w parafii św. Mikołaja w Gdańsku może pracować sprzątaczka, która jest ateistką. Jeżeli ktoś się nie nadaje do tej pracy należy go zwolnić. Zwolnienie z pewnością nie będzie dyskryminacją, bo będzie istniała uzasadniona przyczyna, dla której rozwiązujecie stosunek pracy bądź umowę cywilnoprawną. I nie będzie to kryterium jedzenia bądź niejedzenia mięsa, ale obiektywna niska ocena pracy na danym stanowisku. Tak wiem to zajmie Twój czas, poniesiesz koszty. Ale – przynajmniej w mojej ocenie – nie możesz skreślać wszystkich nie-wegetarian bo kilku z nich nie nadawało się do pracy w barze wegetariańskim. Zapytam jednak inaczej? A dlaczego zamiast pytać o dietę na etapie składania CV nie porozmawiać z kandydatem do pracy w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej na temat jego faktycznej wiedzy o kuchni wegetariańskiej, znajomości potraw i składników? Być może taka osoba była w przeszłości wegetarianinem, ale z jakichś powodów jej tylko wiadomych z diety zrezygnowała. Może chciałaby przejść na wegetarianizm, ale z jakichś powodów (jej tylko wiadomych) tego nie robi, ale interesuje się dietą wegetariańską i będzie świetnym pracownikiem? A może ktoś po prostu interesuje się różnymi dietami, skończył dietetykę, a mimo wszystko nawet sporadycznie je mięso. Znam wiele osób, które deklarują, że praktycznie nie jedzą mięsa. Zdarzy im się może raz na tok. Ponieważ jednak im się to zdarza, nie nazywają siebie wegetarianami. Czy takie osoby rzeczywiście nie mogą u Ciebie pracować? Oceniając faktyczną wiedzę na temat diety wegetariańskiej wybierzesz rzeczywiście najlepszego kandydata, najbardziej kompetentnego na to stanowisko. Jednocześnie nikogo nie będziesz zmuszał do określenia czy je mięso czy nie. Nikogo nie będziesz oceniał przez pryzmat jedzenia mięsa bądź nie, ale wyłącznie poprzez jego rzeczywiste kompetencje. Czy taki transparenty sposób rekrutacji nie jest lepszy aniżeli dopytywanie o fakt jedzenia bądź nie mięsa przez kandydata do pracy w naszej restauracji? A przy tym masz pewność, że Twój sposób działania to na pewno nie dyskryminacja pracownika. PS. Pozdrawiam Cię ciepło i słonecznie z pięknej Lizbony! Dopiero co zerknęłam na nią rano jednym okiem, a już żałuję, że spędzę tu tylko kilka dni. 🙂 Bom dia! 🙂
Zniesienie obostrzeń i nastanie sezonu wakacyjnego zwiększyło zapotrzebowanie na pracowników w gastronomii i turystyce. Popyt przewyższa jednak podaż: część osób, które w wyniku
Ukraińcy coraz częściej przestają polegać na zasiłkach czy zatrudnieniu u Polaków, a sami wchodza na rynek ze swoimi usługami Polacy mocno im w tym pomagają, wyposażając w niezbędny sprzęt czy tłumacząc zawiłości systemowe – Jest to bardzo dobry przykład tego, jak przedsiębiorcy zastępują rząd. To oni organizują kursy i szkolenia, a działy kadr doradzają w obszarze obowiązków podatkowych, składkowych oraz administracyjnych, czyli tych najtrudniejszych dla uchodźców – komentuje dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego i ekspert Pracodawców RP Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Część pracodawców już nie tylko zatrudnia Ukraińców, ale też zdecydowanie ułatwia im wejście na nasz rynek pracy. Przykładem jest platforma zbiórkowa Do niej po pomoc zgłosiło się kilkanaście osób będących wyuczonymi masażystami i fizjoterapeutami. Prosili o zorganizowanie zbiórek finansowych, ale przedsiębiorca miał na to inny pomysł. Finalnie zostali wyposażeni kompleksowo w narzędzia do wykonywania wyuczonego zawodu. Ponadto firma wspomogła ich w nauce języka polskiego oraz w organizowaniu realnych zleceń poprzez zaprojektowanie materiałów promocyjnych, umieszczanie atrakcyjnych ogłoszeń w sieciach społecznościowych i na najpopularniejszych portalach aukcyjnych. – Zamiast tradycyjnych zbiórek postanowiliśmy im pomóc w inny sposób. Wyszliśmy z założenia, że zamiast rozdawać przysłowiowe ryby, lepiej dać wędki. I już w ciągu kilku następnych dni te osoby zaczęły przyjmować zlecenia oraz realnie wchodzić na nasz rynek pracy ze swoim wyuczonym na Ukrainie zawodem. Obecnie, po blisko kilku tygodniach obserwacji, widzimy, że radzą sobie u nas coraz lepiej. Praktycznie codzienny grafik zleceń mają wypełniony od rana do wieczora, a klienci polecają ich sobie nawzajem. Co ciekawe, widzimy na rynku już naśladowców tego pomysłu, co nas niezmiernie cieszy – mówi Maciej Kamiński, prezes platformy zbiórkowej Dalsza część artykułu pod materiałem wideo Ponadto przedsiębiorca zorganizował im serię szkoleń nt. prowadzenia legalnej działalności na naszym rynku. Poinformował ich o obowiązkach podatkowych i składkowych wobec ZUS-u. Od tego momentu uchodźcy dopytują o poszczególne formalności, bo nie chcą żyć tylko z zasiłków, a głównie z własnej pracy. Do tego zamierzają u nas rozwijać się zawodowo i społecznie. Czytaj także w BUSINESS INSIDER – Jest to bardzo dobry przykład tego, jak przedsiębiorcy zastępują rząd. To oni organizują kursy i szkolenia, a działy kadr doradzają w obszarze obowiązków podatkowych, składkowych oraz administracyjnych, czyli tych najtrudniejszych dla uchodźców. Pracodawcy w dużej mierze przyjęli na siebie także ciężar realizowania nauki języka, a nawet zapewnienia miejsc do mieszkania czy wyżywienia. Jednak wymaga to systemowego wsparcia i koordynacji działań przez państwo – komentuje dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego i ekspert Pracodawców RP. Zobacz także: Tak wygląda dziś życie w twierdzy Kaliningrad. "Niektórych produktów brakuje, są problemy z transportem" Jak podkreśla Katarzyna Lorenc, ekspert BCC ds. rynku pracy, oprócz tego cieszą proaktywne postawy pracowników, ale również pracodawców z Ukrainy, którzy przenoszą do nas swoje biznesy. W ten sposób powstają nowe miejsca zatrudnienia dla wszystkich, także dla Polaków. Najgorsze, co mogłoby się zdarzyć, to sytuacja, w której uchodźcy dołączą do grona bezrobotnych. Duży potencjał – Ukraińcy w Polsce wcale nie muszą być postrzegani w kategoriach ludzi, którzy przyjechali tylko po świadczenia socjalne. Ostatnio coraz częściej słyszymy taką narrację od Polaków. Tymczasem uchodźcy wręcz rwą się do pracy, szukają dodatkowych możliwości i zajęć zarobkowych. Nie chcą żyć z zasiłków – przekonuje prezes Kamiński. Z kolei Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, zaznacza, że mamy jeden z najniższych wskaźników bezrobocia w UE. Decyduje o tym szybkie starzenie się naszego społeczeństwa. W efekcie na rynek pracy wchodzi rocznie o 100 tys. mniej ludzi, niż przechodzi na emeryturę. Przed wybuchem wojny ww. lukę częściowo wypełniali Ukraińcy. Zazwyczaj podejmowali prace, które nie cieszyły się zbytnim zainteresowaniem Polaków. Teraz też tak może być, choć dotarły do nas głównie kobiety z dziećmi, a wyjechało sporo mężczyzn, kierowców i pracowników budowlanych. – Co roku brakuje nam minimum 250 tys. osób do pracy tylko z uwagi na niż demograficzny. Bez pracowników z Ukrainy dotychczasowe wzrosty gospodarcze byłyby niemożliwe. Ich pojawienie się to błogosławieństwo dla wielu branż. Podobnie jak wcześniej, Ukraińcy uzupełnią te miejsca, w których brakuje polskich pracowników – dodaje Katarzyna Lorenc. Zobacz także: Jeden Ukrainiec może zlikwidować rosyjski czołg. "To nie tak trudne, jak się wydaje" Jak przekonuje dr Kolek, napływ uchodźców może spowodować, że pracodawcy znajdą potrzebnych pracowników, zwłaszcza w gastronomii, hotelarstwie czy prostych usługach, np. we fryzjerstwie. Ekspert dodaje, że wśród uchodźców są także lekarze, pielęgniarki, informatycy czy inżynierowie. Takie osoby są niezwykle potrzebne do rozwoju przedsiębiorstw i mogą uzupełnić zespoły pracowników. To wcale nie musi oznaczać rezygnacji z dotychczasowego personelu. Ukraińcy mogą uzupełnić kompetencje, których dotychczas brakowało. – Są takie sektory, w których jesteśmy w stanie wchłonąć ogromną liczbę pracowników, przede wszystkim w medycynie, bo mamy mało lekarzy i pielęgniarek. W związku z tym bardzo dobrze, że ułatwia się im w tej chwili podejmowanie pracy, tym bardziej że przybywa pacjentów, bo uchodźcy też potrzebują opieki zdrowotnej – mówi ekspert z Konfederacji Lewiatan. Konieczne wsparcie Oczywiście nie jest jednak tak kolorowo. Maciej Kamiński zwraca uwagę na największe utrudnienia dla Ukraińców. Często zderzają się oni z naszą administracją i nie wiedzą, co mają dalej zrobić. Zdaniem prezesa platformy zbiórkowej nasz rząd powinien organizować dla nich szkolenia czy warsztaty nt. zakładania własnych firm. To byłoby znacznym ułatwieniem dla tych osób. – Absolutnie konieczne jest systemowe wsparcie państwa, a dotychczas go nie widać. Urzędy pracy już powinny skupić się na uzupełnianiu kwalifikacji uchodźców na potrzeby kadry zawodów deficytowych. Może się to odbywać poprzez realizację oferty kursów i szkoleń przygotowanych dla Ukraińców. Natomiast dzięki współpracy z agencjami zatrudnienia i pracy tymczasowej można wspierać bezrobotnych w wejściu na rynek pracy – mówi ekspert Pracodawców RP. Według Jeremiego Mordasewicza, część środków z Funduszu Pracy powinna trafić na aktywizację zawodową Ukraińców, żeby oni byli produktywni na naszym rynku. Ważna więc jest nauka języka polskiego. Jak zauważa ekspert, sporo uchodźców gromadzi się w woj. lubelskim i podkarpackim. Natomiast musi być większy ruch na zachód kraju, bo przygraniczne tereny nie wytrzymają takiego napływu ludności. – Możemy lepiej przygotować Ukraińców do realiów naszego rynku pracy. Po pierwsze, należy pomóc im w pisaniu CV po polsku oraz wskazać popularne portale i miejsca z ogłoszeniami o pracę, które mają już oferty po ukraińsku. Po drugie, warto wesprzeć ich w nauce języka w codziennych rozmowach, o pracy. Po trzecie, potrzebne jest rekomendowanie osób pracodawcom, jeśli mogą uzupełnić braki kadrowe w danych firmach – dodaje Katarzyna Lorenc. Prezes platformy zbiórkowej mówi, że cieszy go fakt, iż w krótkim czasie udało się wprowadzić na rynek pracy kilkanaście osób, chociaż z punktu widzenia całej gospodarki to ledwie mała kropla w morzu ogromnych potrzeb. Jednak mimo wszystko warto zachęcać przedsiębiorców do tego typu pomocy. I jak zapowiada Maciej Kamiński, firma na pewno na tym nie poprzestanie, bo widzi w tym duży sens, nie tylko gospodarczy, ale też społeczny. – Nasz rynek pracy może odnieść korzyści z napływu Ukraińców. Polscy pracownicy nie powinni się tego obawiać, bo podobne sytuacje miały miejsce w wielu innych państwach. I nic niepokojącego się tam nie wydarzyło. Uchodźcy nie będą zabierać pracy, ponieważ na początek zajmują zazwyczaj niższe szczeble drabiny zawodowej. Ponadto z pewnością nie spowodują

Najważniejsze zasady, instrukcje i wymagania. Zasady bezpieczeństwa i higieny pracy są istotne w każdym zakładzie, fabryce i firmie. BHP w gastronomii jest jednak szczególnie ważne. Z jednej strony właściwie dobrane fartuchy BHP czy inne akcesoria mogą ochronić kucharzy, kelnerów oraz innych pracowników przed poparzeniem.

W gastronomii, podobnie jak w każdej innej branży mamy do czynienia z tzw. dress code`m. Jest to zbiór zasad dotyczących właściwego ubioru pracowników – kelnerów, kucharzy, barmanów oraz baristów. Ów strój może być zarówno bardziej, jak i mniej formalny, ale obowiązuje zawsze, niezależnie od rodzaju lokalu. Wszelkie elementy garderoby, w tym np. fartuchy i koszulki dla pracowników restauracji można zamówić bez problemu w internecie na Ubrania dostosowane do stanowiska pracy W lokalach prestiżowych kelnerzy powinni nosić ubranie formalne, ale jednocześnie wygodne (nie krępujące ruchów). W przypadku mężczyzn podstawą są spodnie w kolorze czarnym, biała bawełniana koszula z długim rękawem oraz dodatki w postaci krawata (ewentualnie muszki) i kamizelki, które dodatkowo podkreślają elegancki charakter stroju. Ubiór kelnerki składa się natomiast z czarnej spódnicy, białej koszuli lub bluzki, cielistych rajstop i butów w czarnym kolorze (z zakrytym noskiem). Z kolei w lokalach mniej formalnych można z powodzeniem nosić jeansy, mniej oficjalną koszulę (np. w kratkę), koszulkę polo, a nawet t-shirt. Pamiętajmy o wysokiej gramaturze koszulek i innych elementów, ponieważ jest to jeden z parametrów wpływających na wygodę użytkowania. Istotnym elementem garderoby jest również zapaska kelnerska z kieszonką na notes i długopis. Oto wymagania dotyczące pozostałych strojów pracowników lokali gastronomicznych: – barman – podobny ubiór jak w przypadku kelnera, z tą różnicą, że zamiast zapaski nosi się fartuch wiązany na karku, który zapewnia ochronę przed zabrudzeniem drinkami i jedzeniem – barista – jego ubiór niewiele różni się od ubioru barmana (elegancka koszula i spodnie, ewentualnie koszulka polo lub t-shirt i jeansy) – kucharz – ze względu na brak kontaktu z klientami nie jest wymagany ubiór formalny; podstawą są takie elementy, jak biała bluza kucharska (czasami czarna), nakrycie głowy (najczęściej furażerka, bandana lub toczek), buty z podeszwą antypoślizgową i fartuch Praca jako pomoc kuchenna wiąże się z wieloma obowiązkami, a w ich zakresie mogą się mieścić takie czynności, jak: przygotowywanie całych dań pod nadzorem kucharza. To, na czym pomocnik kuchenny będzie spędzać najwięcej czasu, zależy od wielu czynników. M.in. jest to wielkość lokalu i liczba zatrudnionych w nim osób. REKLAMA Lockdown rządu PiS wystraszył i zniechęcił ludzi do pracy w gastronomii. Pracowników brakuje, a restauracje i bary próbują szybko znaleźć ludzi do pracy. Za kilka dni na gości powinny otworzyć się restauracje i bary. Jednak restauratorzy zamiast się cieszyć są przerażeni… brakiem pracowników. Jak czytamy na portalu InnPoland, na portal rekrutacyjnych i grupach z ogłoszeniami o pracę zaroiło się od ogłoszeń. Poszukiwani są kelnerzy, kucharze czy bariści. REKLAMA A zainteresowanych wcale tak wielu nie ma. Mało tego, restauratorzy są przerażeni z braku chętnych do pracy. – Sytuacja w branży jest teraz bardzo dziwna – mówi Katarzyna Selenta z firmy Kulinarisk Solutions, zajmującej się doradztwem w obszarze gastronomii. Braki kadrowe dotyczą każdego szczebla: od kelnerów przez szefów kuchni po menedżerów restauracji. Jakby tego było mało, to gastronomia ma być odmrożona w najgorszym okresie. – W okolicy maja zawsze jest ciężko o pracowników, wtedy właśnie pojawiają się atrakcyjne oferty sezonowe. W tym roku nie wiadomo jeszcze co prawda, jak będą wyglądać wakacje, ale oferty pracy i tak się pojawiły – wskazuje Selenta. Poza tym nauka zdalna doprowadziła do tego, że z miast wyjechali studenci, którzy często pracowali w tej branży. Z kolei ograniczenia w podróżowaniu między krajami wycięły pracowników z zagranicy. Wielu pracowników zdecydowała się przebranżowić. – Ludzie poszli pracować na magazynach, znam szefów kuchni, którzy założyli warzywniaki, znam menedżerów, którzy wzięli sobie w ajenctwo Żabki, znam osoby, które poszły pracować na magazyn do Biedronki – wylicza Selenta. Wielu pracowników boi się kolejnego lockdownu po wakacjach, a nowa praca wydaje im się bardziej stabilna. Dlatego szanse na powracających pracowników gastronomii są niewielkie. – W pewnym stopniu gastronomia była oparta na braku umów o pracę, co też odbiło się czkawką pracownikom: bo pracodawcy mieli prawo pożegnać ich z dnia na dzień kiedy zamknięto lokale gastronomiczne – przyznaje Selenta. Źródło: InnPoland REKLAMA Idealna wysokość powierzchni roboczej w kuchni zależy od wzrostu pracowników. W przypadku kucharzy lub pomocy kuchennej o wzroście 1,74 m wysokość blatu roboczego powinna wynosić około 98 cm. Dla pracownika o wzroście około 1,55 m wystarczająca będzie wysokość 85 cm.
Warto pamiętać także o potrzebach samych pracowników w aspekcie poszerzania ich wiedzy – bardzo doceniają oni możliwość uczestnictwa w szkoleniach zapewnianych przez pracodawcę, co zwiększa ich motywację w pracy. Tym sposobom możemy płynnie przejść do tego, jak ważną rolę w gastronomii pełni zaangażowanie członków załogi.
.